Tetraplegia jako konsekwencja pechowego skoku do wody

Strona osoby po złamaniu kręgosłupa

Aktualizacja



10-05-2014 15:57:09


Reportaż pt. "Tajemnice rdzenia" z programu "Czarno na białym", który emitowany jest w tvn24

dalej

Skok do wody

skok do wody Pechowy skok do wody miał miejsce w Rokitkach, małej miejscowości blisko Legnicy 16 sierpnia 1997 roku. Było wtedy upalnie i mnóstwo ludzi na plaży. Podczas kolejnego wejścia do wody postanowiłem dać tzw. nura do wody. Niestety była to moja najgorsza i najgłupsza decyzja w życiu. W wyniku uderzenia głową w dno doznałem zmiażdżenia piątego kręgu szyjnego, którego odłamki wbiły mi się w rdzeń kręgowy, powodując jego uszkodzenie. Momentalnie moje całe ciało stało się bezwładne i zacząłem się topić. Długi pobyt pod wodą zaniepokoił moich znajomych. Z wody wyciągnął mnie kolega. Na szczęscie nie straciłem przytomności i powiedziałem co się stało.

Po przyjeździe karetki zostałem przewieziony do Szpitala Wojewódzkiego w Legnicy. Tam, po wykonaniu tomografii komputerowej oczekiwałem cztery godziny na decyzję, który łaskawie szpital mnie przyjmie, żeby dokonać operacji. Lekarz Dyżurny Kraju zdecydował, że operację mam mieć w Piekarach Śl. /ponad 300km od Legnicy/. Po przejechaniu ambulansem pół Polski na sygnale znalazłem się wreszcie na miejscu. Niestety, nie trafiłem od razy na stół operacyjny, gdyż lekarzy nie było akurat w szpitalu. Dopiero ok. godziny ósmej trafiłem "pod nóż" /16 godzin od wypadku/. Po dwutygodniowym pobycie na Śląsku wróciłem do Legnicy. Po kilku miesiącach wytężonej rehabilitacji, oraz po przeprowadzeniu powtórnego badania na tomografie, zauważono odłamki kostne w kanale rdzenia kręgowego, które nie zostały należycie usunięte podczas operacji. Wynikiem tego była moja druga operacja w Piekarach Śląskich, która zakończyła się niepowodzeniem. Następnym etapem mojej podróży po szpitalach był Konstancin. Tam dopiero fachowo przeprowadzono operacje na moim kręgosłupie /15 miesięcy od wypadku/.

Jak widać, sam wypadek nie był jedynym pechem, jaki mnie wtedy spotkał. Nieszczęsciem było też, że całe zdarzenie miało miejsce niedługo po powodzi 1000-lecia, gdzie jak wiadomo wiele szpitali uległo zalaniu. Teraz można tylko gdybać, czy w przypadku szybszego trafienia pod opiekę neurochirurga moja sprawność byłaby większa. Wierzę jednak w ludzi i ich mądrość. Wierzę, że może kiedyś regeneracja rdzenia kręgowego będzie możliwa i dostępna dla wszystkich, którzy tego potrzebują, także i dla tych po skoku do wody.